Moce wikingów. Tom I. Światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych Skandynawów – Władysław Duczko

Zrozumieć wikingów

Hubert Przybylski

Po raz kolejny dzięki Instytutowi Wydawniczemu ERICA miałem możliwość zanurzenia się w świecie wikingów. Tym razem jednak autorem książki nie jest Artur Szrejter, lecz profesor Władysław Duczko. I spojrzenie na wikingów też jest nieco inne, bo profesor Duczko nie skupia się na słowie pisanym, tylko na wydobytych z ziemi artefaktach. A że jest specjalistą w dziedzinie archeologii skandynawskiej, historii sztuki i numizmatyki*, więc po pierwszym tomie „Mocy wikingów” nie spodziewałem się żadnych rozczarowań. A jak było?

Na pewno nie „lekko i łatwo”. Ale nie dlatego, że książka jest źle napisana, czy coś w tym guście. Wręcz przeciwnie. Po prostu nie trafiła w taki czas, w którym piszący te słowa nieświeci sługa Wasz uniżony miałby jakiekolwiek predyspozycje do czytania zawierającej duże ilości nowych informacji literatury popularnonaukowej**. Tak naprawdę jedyne, do czego mógłbym się przeczepić, to kilkukrotne przerywanie przez profesora Duczkę omówienia jakiejś ciekawej kwestii i zapowiedzi, że dalszy ciąg wywodu znajduje się w drugim tomie. Tylko że kiedy czytałem omawiany właśnie pierwszy tom „Mocy wikingów”, następnego nie było jeszcze w zapowiedziach wydawnictwa. Ździebko to denerwujące. Na szczęście autor ma świetny, lekko gawędziarski styl, do tego posługuje się prostym językiem i nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie tylko w wymienionych przeze mnie we wstępie dziedzinach, ale także w sferze przekazywania wiedzy innym jest doskonałym specjalistą. Dlatego choć nie było lekko i łatwo, to na pewno przyjemnie.

A o czym traktują „Moce wikingów”? To spojrzenie na wczesnośredniowiecznych Skandynawów przez pryzmat tego, jak łączyli oni sferę duchową swojego życia ze sferą materialną, wierząc w moc ukrytą w przedmiotach codziennego użytku – monetach, narzędziach, strojach, ozdobach czy broni. Dowiemy się z tej książki, jak na przestrzeni wieków zmieniały się te wierzenia i jak wpłynęły na nie prowadzące do zmian społecznych i gospodarczych podróże wikingów i ich kontakty z innymi kulturami i religiami (bez bicia przyznam, że owe tło zmian akurat najbardziej mnie zaciekawiło***). Na konkretnych przykładach znalezisk archeologicznych profesor wyjaśnia, po co ówcześni Skandynawowie zakopywali pod domowym klepiskiem depozyty****, albo dlaczego wkładali do grobów takie, a nie inne przedmioty.

Bardzo mi się spodobało, że profesor Duczko wplótł  w tekst luźne uwagi na kilka różnych tematów. Na przykład wspomniał o wikingo-rekonstruktorach albo o posiadających od jakiegoś czasu odmienną od reszty świata, podyktowaną przez Kreml (czyli jedynie słuszną) wizję początków ich narodu****** Rosjanach. Sprawia to, że autor jest bardziej ludzki, zbliża się do czytelnika, a to pozwala na lepsze przyswajanie wiedzy, nawet jeśli ktoś by się z jego poglądami nie zgadzał*******.

Pierwszy tom „Mocy wikingów” dostaje ode mnie 8,5/10********. Mimo wspomnianej wady płynącej z faktu, że to pierwsza część większej całości, to bardzo dobra książka, która naprawdę znakomicie się uzupełnia z opracowaniami autorstwa Artura Szrejtera. Podtrzymuje też ona niezwykle wysoki poziom całej serii Europa barbarzyńców. To pozycja warta uwagi wszystkich miłośników historii średniowiecza, nawet jeśli nie są fanami wikingów. Dla tych ostatnich to lektura obowiązkowa.

P.S. Pod tym linkiem znajdziecie marcowy wywiad z profesorem Duczką, którego udzielił Radiu Hobby: http://hobby.pl/2017/03/waldemar-duczko-o-skandynawach/

Tytuł: Moce wikingów. Tom I. Światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych Skandynawów
Autor: Władysław Duczko
wydawca: Instytut Wydawniczy ERICA
Data wydania: 30.11.2016
Liczba stron: 354 (w tym kilka reklam)
ISBN: 978–83–65310–44–6

* Ale nie takim domorosłym specjalistą – posiada w tych dziedzinach wykształcenie akademickie i wieloletnie doświadczenie praktyczne.

** Wiem, trudno w to uwierzyć. Ale nawet mnie to się mogło przydarzyć.

*** Zboczenie takie.

**** Nie, nie były to słoiki ze zwitkami dolarów. No co Wy, wtedy nie było słoików. Choć przez pewną ekipę filmową tu i ówdzie mogły się walać butelki*****.

***** Ktoś to jeszcze pamięta? Autora i tytuł książki podajcie w komentarzu pod recenzją.

****** Tradycyjnie już wbrew wszelkim faktom. Bo tak.

******* Mam mieszane uczucia jedynie w kwestii opinii o rekonstruktorach. Znaczy, poza tymi, którzy robią to „profesjonalnie”, dla turystycznych pieniędzy.

******** Pewnie gdybym był w lepszej formie umysłowej i miał wikingolubne ciągoty  (a których, jak pewnie pamiętacie, nie mam), to ocena byłaby maksymalna.