Prosto w serce

Ocena: 
0
Brak głosów
To małe miasto i wszyscy się tu znają. Gdy Magdalena Gorczyńska została zabita przez swojego nastoletniego syna, informacje o tej zbrodni rozeszły się w błyskawicznym tempie. Taka tragedia...
Kobieta ta w swoim życiu zaznała tyle bólu i cierpienia, jakby zły los się na nią uwziął. Dzieciństwo miała nieudane. Jej ojciec pił, bił, aż w końcu zawisnął na jakimś drzewie, kołysany jesiennym wiatrem, ze sznurem owiniętym wokół szyi. Matka usiłowała dotrwać „do pierwszego”, łapiąc się każdej roboty, i chyba nie bardzo interesowała się tym, co robi jej córka. I tak Magdalena Gorczyńska dorastała niedostrzegana, odrzucana, niekochana. Za mąż wyszła w bardzo młodym wieku – za pierwszego, który się napatoczył. Do mężczyzn szczęścia nie miała. Świeżo poślubiony, wiarołomny małżonek opuścił ją, gdy była w ciąży. Urodziła wtedy córeczkę. Nie cieszyła się nią długo. Dziecko zmarło.
Potem pojawiali się kolejni mężczyźni. Wykorzystywali ją i porzucali, zostawiając pamiątkę w postaci rosnącego brzucha. W sumie Magdalena Gorczyńska urodziła trzy córki. Podobno wszystkie śliczne jak aniołki. Na każdą chuchała i dmuchała, kochała nad życie.  Ani jedna dziewczynka nie była wychowywana przez swojego ojca. Nie poznała też żadnej ze swoich sióstr. Ta pierwsza córka, jeszcze z małżeństwa, zmarła, nie kończąc nawet roku. Lekarze stwierdzili śmierć łóżeczkową. Drugą córkę Magdalena Gorczyńska pochowała, gdy mała miała niecałe trzy latka. Sekcja zwłok nie wykazała niczego. Okaz zdrowia, mówiono, a jednak serduszko stanęło. Trzecia córeczka  umarła w wieku dwóch lat. Patolodzy dwoili się, troili, by znaleźć przyczynę zgonu. Przez moment nawet Magdalena Gorczyńska była podejrzana o spowodowanie śmierci dziecka. Niczego jej nie udowodniono. Żadne badanie nie wyjaśniło, dlaczego dziewczynka nie żyje. Podejrzewano jakąś nieznaną chorobę genetyczną.
W ciągu dziesięciu lat Magdalena Gorczyńska pochowała trzy córki. Stała się cieniem człowieka. Nikogo nie zdziwiło, gdy wylądowała w psychiatryku. Tam poznała jakiegoś faceta, który znów zrobił jej brzuch i odszedł w siną dal.
Tym razem urodził się chłopiec. Od początku coś z nim było nie tak. Mało mówił, reagował niekontrolowanymi wybuchami agresji. Mówiono, że to autyzm, ADHD, a nawet schizofrenia. Większość czasu spędzał u psychologów i psychiatrów, był kierowany na jakieś rehabilitacje. Problemy nasiliły się, gdy poszedł do szkoły. Zresztą im dzieciak był starszy, tym było gorzej. Trafił do jakiejś placówki socjoterapeutycznej, potem do poprawczaka. Nie znam szczegółów. Matkę zabił, gdy dostał przepustkę na święta wielkanocne. Wbił jej nóż prosto w serce. Jakie to metaforyczne...
Przypomniałem sobie o tej sprawie, siedząc na ławeczce w parku i ciesząc się promieniami letniego słońca. Obserwowałem starszą panią, karmiącą suchym chlebem kaczki w stawie. To była matka Magdaleny Gorczyńskiej, nie miałem wątpliwości. Jak już mówiłem, w tym mieście wszyscy się znają. Chyba wyczuła mój wzrok na sobie, bo gdy wysypała cały chleb z plastikowej torebki, bezceremonialnie dosiadła się do mnie. Jak to mają w zwyczaju starzy, samotni ludzie, zaczęła mówić do mnie, nie przejmując się, czy mam ochotę jej słuchać.
– Wie pan, nad moją córką ciążyło fatum. Wszystkie moje dzieci nie żyją. Wie pan... Magda żyła najdłużej. Czytał pan w gazetach, co się jej stało. Na pewno pan czytał... O tym jej bękarcie, co ją zamordował.
Kiwnąłem głową w milczeniu. Kontynuowała, nie zwracając zbytnio na mnie uwagi.
– Wie pan, ona była przeklęta. I te jej córeczki. Takie niewiniątka. I ta śmierć przez tę klątwę. One tylko ją kochały. Jak dzieci matkę. Wie pan... Tak najmocniej.
Kobieta zamilkła. Wierzchem dłoni starła łzę z policzka. Wyprostowałem się, chcąc wstać z ławki i się pożegnać. Kobieta wstrzymała mnie, opierając zniszczoną dłoń o moje kolano. Zaczęła mówić dalej.
–  A Magda... Nikt nie mógł jej pokochać. Bo była, wie pan, przeklęta. I te dzieci. Te moje wnuczki, wie pan... Tak ją kochały. Nikt nie odgadnie. Doktory się nie poznały. Wie pan... Te dzieci musiały umrzeć, bo ją pokochały. One umarły z tej miłości.