Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Kraniec tęczy

Ocena: 
5.5
Average: 5.5 (2 votes)

Wyglądał przeciętnie. Nic nie wyróżniało go spośród innych. Był tą osobą, której się nie zauważa, która ginie niczym kropla w oceanie ludzkich twarzy. Nie snuł intrygujących historii, nie dzielił się plotkami ani górnolotnymi dywagacjami filozoficznymi. Uważano go za cichego i sympatycznego.  I nic ponadto.

Wyświechtane powiedzenie mówi, że nie należy oceniać książki po okładce. Z zewnątrz niepozorny pracownik poczty, w środku Adam był kimś więcej. Uważał się za poetę. Z ogromną wrażliwością obserwował świat i z uporem dzikiego osła próbował zamieniać swoje uczucia w słowa. Czerpał z tego radość i satysfakcję, poczucie wyjątkowości. Napisane utwory trzymał zamknięte w szufladzie jak cenne skarby, które zazdrośnie zachowuje się tylko dla siebie. Czuł ciągłą potrzebę tworzenia, uchwycenia piękna rzeczywistości niczym delikatnego motyla, wciąż uciekającego o ułamek sekundy przed schwytaniem. Chociaż Adam kochał te niedoskonałe wiersze, wiedział, jak kiepsko są napisane. Marzył, że pewnego dnia dotrze na kraniec tęczy i znajdzie swój garniec złota – łatwość i finezję pisania. Zachwycał się rzeczami, obok których inni przechodzili obojętnie – jakże  mocno pragnął ten sam zachwyt rozbudzić w świecie!

Dlatego szczęśliwym trafem było dla niego znalezienie wróżki. Jej widok go nie zaskoczył, a jedynie bardzo ucieszył. Wiedział o świecie dużo więcej niż inni.

 Jej skrzydełka zaplątały się w krzak bzu. Nie każdy na miejscu Adama by ją zauważył, mimo, iż wierciła się i bezskutecznie szarpała za gałązki. Jednak tak już jest, że ci niedostrzegani często sami dostrzegają więcej. Zręcznie wyplątał wróżkę z jednej pułapki i szybko zamknął w drugiej, przygotowanej naprędce – pustym pudełku śniadaniowym. Gdy wrócił do swojej kawalerki, zamknął szczelnie okna, postawił pudełko na stole, a następnie uchylił ostrożnie wieczko. Maleńka istota przywarła do szczeliny, gwałtownie wdychając powietrze.

– Wypuść mnie! – zażądała gniewnie, trzepocząc skrzydełkami. – Uduszę się! Do tego brudno tu – zrzuciła z ramienia zabłąkany okruch chleba.

– Wypuszczę – zgodził się Adam. – Otworzę okno i polecisz, dokąd zechcesz. Ale musisz coś dla mnie zrobić. – Zawahał się odrobinę, nabrał powietrza w płuca i wyrzucił z siebie. – Mam jedno życzenie.

– Życzenie? – burknęła wróżka rozgoryczonym głosem. – Od wieków tego nie słyszałam. Daj spokój, to przereklamowane plotki.

Adam był jednak zdeterminowany i starając się zapanować nad głosem odparł po prostu:

– Cóż, skoro tak wolisz…

Z tymi słowami przymknął pudełko, szantażując sugestią uduszenia.  Jego mały więzień poddał się zaskakująco łatwo.

– Dobra, dobra, niech ci będzie. – Wzruszyła ramionami w obrażonym geście wróżka . – Czego chcesz? Pieniędzy? Sławy? Kobiet? Świat się nie zmienia, zawsze chcecie tego samego.

– Chcę – zaczął Adam, ostrożnie dobierając słowa – zobaczyć poezję. Jej serce, krew, która krąży w jej żyłach. Nie tylko jej dotknąć i poczuć, ale skosztować. Umieć pokazać innym piękno.

Gdy to powiedział poczuł się śmiesznie. Miał wrażenie, że dobrał niewłaściwie słowa, jak małe dziecko, które dopiero uczy się mówić. Wróżka jednak nie wydawała się w żaden sposób poruszona jego słowami.

– A, jesteś jednym z tych… Da się zrobić, spoko – jej głos brzmiał niemal lekceważąco, ale Adama nie interesowała ta nonszalancja. Pragnął tylko poezji i nic innego nie miało znaczenia. Istotka zażądała wypuszczenia, więc otworzył wieczko, a ona z wdziękiem wyfrunęła, rozsiewając dookoła mieniący się pyłek.

– Co teraz? – zapytał niecierpliwie. Z trudem panował nad drżeniem ciała, serce zabiło mocniej z podniecenia. – Co mam robić?

– Sza! – zganiła go wróżka. – Zamknij oczy i nie przeszkadzaj!

Przymknął powieki i obserwował ją zza zasłony rzęs. Fruwała, delikatnie kołysząc się w powietrzu, a później zaczęła śpiewać. Ten, kto nigdy nie słyszał śpiewu prawdziwej wróżki, nie zrozumie jego brzmienia choćby je opisano najwdzięczniejszymi epitetami. Brak w ludzkich słownikach słów zdolnych oddać go choć w przybliżeniu. Śpiew przybierał na sile, nabierał tempa, aż  w końcu wypełnił całą przestrzeń, jakby nie był dziełem jednego stworzenia nie większego od naparstka.

Adam zamknął oczy.

Chwilę później wróżka złożyła mu na czole pocałunek, delikatny jak muśnięcie piórka, a on westchnął głośno.

To, czego wtedy doświadczył, pozostało jego tajemnicą. Czymkolwiek jednak było, zmieniło go na zawsze.

Od tego dnia jego dzieła stały się pełne dziwnego powabu i lekkości, precyzyjnie oddając nastroje i uczucia, co charakteryzuje utalentowanych artystów. W przeciągu paru lat wydał kilka tomików wierszy, otrzymał znaną nagrodę literacką. Ku swemu zdziwieniu odkrył, że jego poezja nie cieszy się taką popularnością, jakiej się spodziewał. Ludzi nie interesowało piękno ukryte za zasłoną codzienności, którą z taką starannością przed nimi zrywał. Obojętni, gnali za swoimi potrzebami, narzekając na rutynę i szarość dnia codziennego. Pozostało mu tylko bezsilne wzruszenie ramionami – wszak nie prosił o sławę, lecz o talent. I był z tym szczęśliwy.

Odpowiedzi

Dialogi fatalne i zupełnie nie przekonujące.
Tylko ostatnie zdanie się broni.