Zamieszany

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Około wpół do dziesiątej na moim trawniku pojawił się znikąd jakiś facet. Rozejrzał się wokoło, jak gdyby próbując rozeznać się w sytuacji, i nawet nie wyglądał na zaskoczonego, gdy mnie zauważył. Kim był? Skąd się wziął? Spodziewał się zobaczyć mnie tu?

– Czy to rok dwa tysiące dwunasty? – zapytał.

– Nie – odpowiedziałem. – Machnąłeś się o parę lat.

Był podróżnikiem w czasie czy żartownisiem?

– Cholera – powiedział, rozglądając się wokół jakby wypatrywał niebezpieczeństwa. – Obawiałem się tego. Lepiej będę wracał. Nie chciałbym tu utknąć.

– Nie masz powodu do zmartwień – powiedziałem do niego. – Spędziłem tu całe życie i wcale nie narzekam.

– Nie masz pojęcia, o czym mówisz.

– To na pewno coś, w co nie chcę być zamieszany – odparłem. Facet coś wymamrotał pod nosem i zniknął, ku mojej uldze.

  O dziesiątej na moim trawniku zmaterializował się kolejny facet. Miałem nadzieję, że to niezapowiedziane pojawianie się nie wejdzie im w nawyk.

– Czy to rok dwa tysiące czternasty? – zapytał.

– Nie, ale cieplej.

– Przepraszam? –  zapytał bardzo podejrzliwym tonem. Czyżby nie zdawał sobie sprawy z tego, że był na moim trawniku i że w sumie nie miał prawa na nim przebywać?

– Eksperyment do końca jeszcze wam nie wyszedł, ale idzie coraz lepiej – wyjaśniłem mu.

– Co wiesz o eksperymencie? To niesłychane, muszę zgłosić to naruszenie bezpieczeństwa.

– Uwierz mi, nic o nim nie wiem, i nie chcę w ogóle się w to mieszać. Gdybyście tylko byli tak uprzejmi i przestali wpadać na mój trawnik.

  Facet rzucił mi gniewne spojrzenie i łaskawie zniknął.

  O dziesiątej dwadzieścia pięć na trawniku pojawił się trzeci facet. Miał na sobie jakiś mundur i wyglądał bardzo oficjalnie; ani trochę nie wzbudził mojego zaufania.

– Godzina i data? – zapytał opryskliwie. – Rok, miesiąc, dzień. Godzina, minuta.

– Zjeżdżaj z mojego trawnika – odpowiedziałem. – Nie prowadzę wam lokalnej filii. To już przesada. Zadzwonię po policję.

– To ja jestem policją – wyjaśnił. – Twoje coraz większe zamieszanie w ten poufny eksperyment jest niezrozumiałe, nieakceptowalne i tworzy podstawy do obaw. Konieczne jest podjęcie natychmiastowych działań.

– Uwierz mi – zripostowałem – nie jestem w nic takiego zamieszany, nawet nie chcę. Teraz, proszę, podążaj w ślady swoich kolegów i znikaj.

– Obawiam się, że się mylisz – poprawił mnie. – Jesteś w to bardzo zamieszany. A ja w rzeczy samej zniknę, tylko tym razem nie sam.

– Nie mów mi, że bierzesz mnie ze sobą – powiedziałem, obawiając się najgorszego.

– Właśnie to zamierzam zrobić – odparł. I w rzeczy samej zniknął, a moje zamieszanie w tę sprawę dramatycznie wzrosło.

Przełożył Aleksander Księżopolski