Powrót do teraźniejszości

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Dr Thomas Whitford zdawał sobie sprawę, że był to historyczny moment. Ostatni raz spojrzał na swoich asystentów w pomieszczeniu kontrolnym, wszedł do wehikułu czasu i zamknął za sobą drzwi. Dziś on i jego zespół napiszą nowy rozdział w historii: przeprowadzą pierwszy naukowy eksperyment podróży w czasie. Bezzałogowe próby nie przyniosły satysfakcjonujących wyników i był dumny z tego, że został wybrany na pierwszego członka załogowej ekspedycji.

Wziął głęboki oddech, koncentrując się. Powtarzał tę procedurę niezliczoną ilość razy w symulatorze, ale teraz działo się to naprawdę. Ta najnowocześniejsza maszyna przeniesie go w czasie, tam i z powrotem. Związane z tym ryzyko było minimalne, co potwierdziły liczne testy. Nie mógł się doczekać startu.

Ustawił kontrolki na krótką podróż, pięć minut w przeszłość, zgodnie z instrukcjami. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, eksperyment nie potrwa zbyt długo. Ma dokonać kilku podróży w przeszłość i przyszłość, ani razu nie wychodząc z kabiny. Urządzenia monitorujące wszystko zapiszą, ale był też mały bulaj, przez który mógł wyjrzeć na zewnątrz. Wszelki kontakt z pomieszczeniemkontrolnymbędzie niemożliwy do momentu, kiedy wróci do teraźniejszości.

Zielona lampka powiedziała mu, że już dotarł. Wyjrzał na zewnątrz z mocno bijącym sercem, ale ujrzał jedynie czarną pustkę. Zerknął na dane na ekranie monitorującym, ale wyczytał z nich tyle tylko, że nic tam nie było. Było to dość niespodziewane.

Niezrażony, Whitford ustawił kontrolki na rok w głąb przeszłości. Po raz kolejny za oknem znalazł tylko próżnię, którą potwierdzały dane z czujników. Wydawało się niemożliwe, żeby maszyna działała nieprawidłowo. Być może naprawdę niczego tam nie było, jakkolwiek dziwne by się to nie wydawało.

Postanowił kontynuować eksperyment. Cofnął się o pięćdziesiąt lat, potem o sto, a potem o tysiąc, ale za każdym razem była tam tylko ta próżnia. Następnie przeszedł do drugiej części planu: pięć minut w przyszłość, potem dzień, rok, dziesięć lat. Pod wpływem impulsu przeniósł się nawet dziesięć tysięcy lat w przyszłość, ale czarna pustka nie znikała.

Whitford opadł bezsilnie na siedzenie. Nie były to rezultaty, na które liczył jego zespół, ale niewiele mógł na to poradzić. Co mogło wyjaśniać to, czego był świadkiem – lub czego nie był? Może czas materializował się tylko w konkretnym momencie, w którym się dział, a teraźniejszość była jedyną rzeczywistą manifestacją czasu. Więc może przeszłość istniała tylko we wspomnieniach człowieka, a przyszłość w jego wyobrażeniach. Wniosek, cokolwiek logiczny, z tego taki, że próżnia rozciągała się i przed, i po teraźniejszości. To odkrycie rzuci nowe światło na naturę czasu i może doprowadzić do powstania wielu nowych badań i podejść naukowych. Więc w pewnym sensie eksperyment nie poszedł na marne.

Był już gotowy, żeby wracać, i ustawił kontrolki na teraźniejszość. Podczas oczekiwania przygotował sobie małe przemówienie dla asystentów, choć wiadomości nie były najlepsze. Ku jego przerażeniu, teraźniejszość również okazała się czarną próżnią. Było to oczywiście niemożliwe. Ale chwilkę… Może problem tkwił w tym, że jego definicja „teraźniejszości” była zbyt niedokładna. Jeżeli teraźniejszość była, tak jak wskazywało na to jego odkrycie, tylko malutkim fragmentem czasu materializującym się w czasoprzestrzeni, to podanie daty i godziny, nawet z dokładnością do minuty, po prostu nie wystarczy. Potrzebna była o wiele większa precyzja.

Ale kiedy dokładnie wyruszył do nieistniejącej przeszłości? I jak dokładnie powinna być sprecyzowana? Co do sekundy? Do setnej sekundy? Niemożliwej do zmierzenia części sekundy? Może problem tkwił w tym, że nie mógł dokładnie zdefiniować „teraźniejszości”, więc nie mógł ustawić kontrolek na ten punkt w czasie.

Jeszcze raz spróbował ustawić koordynaty, ale nie udało mu się trafić na „teraźniejszość”. Ta konkretna chwila wydawała się całkowicie poza jego zasięgiem. Ciągle próbował, bo cóż innego mógł robić, ale szybko dotarło do niego, że jego wysiłki są skazane na porażkę.

Dysząc ze złości i rozczarowania, odchylił się i zaczął gapić w czarną próżnię.  Nie powinienem był opuszczać teraźniejszości, zrozumiał. Szkoda, że tak późno to sobie uświadomiłem. I nie mogę powiedzieć, że eksperyment był daremny. Przecież w końcu odkryłem prawdziwą naturę czasu. To spore osiągnięcie dla fizyka takiego jak ja. Niestety, nie będę mógł opublikować moich odkryć i nie zdobędę żadnych nagród ani rozgłosu.

Pokręcił jeszcze trochę kontrolkami, a potem porzucił te gorączkowe poprawki. Tracę tu czas, pomyślał, a potem zaśmiał się z tego niezamierzonego żarciku.

Przełożył Aleksander Księżopolski