On i Tamten

Ocena: 
6.33333
Average: 6.3 (3 votes)

Rękojeści radła mocno drgały, gdy ostrze rozrywało ziemię. Wbijały się w dłonie, i tak już obolałe od całodziennej pracy. Kamienista ziemia z trudem poddawała się jego wysiłkom.

Chciał dzisiaj przygotować glebę do siewu, a potem wsypać ziarno do długich rowków i zabronować rozległe pole. Za jakiś czas zbierze plon i widmo głodu znowu odejdzie w nicość. Powtarzał te czynności rok w rok, od tak dawna, że już nie pamiętał, jak długo. Każdej wiosny i jesieni harował przy orce, a potem czekały na niego inne zajęcia.

Koń chrapał z wysiłku, z trudem ciągnąc drewniane narzędzie. Jeszcze niedawno radośnie parskał, dając wyraz przepełniającej go sile. Teraz ciężko dyszał. Zwierzę zestarzało się i dożywało swoich dni.

Oracz z trwogą pomyślał, co się stanie, gdy padnie. Pewnie poprosi sąsiada o pomoc, jednak jego bułanek też wyglądał leciwie. 

Oceniał, że ta wiosna jest jednak lepsza od poprzednich – koza nareszcie powiła młode, a trawa bujnie wzeszła. Zapowiadała się obfitość mleka i siana. Drzewka w sadzie w końcu wyrosły, a zawiązki owoców wyglądały pokaźnie. 

Sądził, że gdyby nie starość konia, wszystko nareszcie zaczęłoby się dobrze układać. Gdyby jego siwek był młodszy, nie miałby już żadnych trosk.

Śpieszył się, z utęsknieniem rozmyślając o rozrywce, której oddawał się z pasją – grze w szachy z sąsiadem. Nie było innych. Stolik i wiklinowe foteliki czekały na miedzy. Właściciel nieodległego domostwa trudził się parędziesiąt kroków dalej.

Skończą nużące zajęcia i zagrają...

Lubił chwile przesuwania pionków i figur, leniwej pogawędki, wspominania dawnych czasów, snucia przypuszczeń, co stanie się przyszłej jesieni. Smakował przypominanie, które prace należy wykonać najpierw, jak najlepiej użyźnić glebę i wypiekać chleb. Wiedział, że obaj bardzo korzystają na tych nieśpiesznie prowadzonych rozmowach. 

Pewnie dzisiaj przemyślą sprawę koni.

Może sąsiad coś doradzi, gdy napomknie mu o smutnym losie wiernej chabety. Może uzgodnią, że wspólnie skorzystają ze zwierzęcia, które pozostanie żywe.

A potem, tak jak zwykle, zastanowią się, czemu zmienili imiona. Wiedzieli, że kiedyś nazywali się inaczej, chociaż nie pamiętali, jakie imiona nosili. Dociekali, niekiedy długo, czemu zapomnieli, jak brzmiały. Nigdy nie znajdowali odpowiedzi, i może z tego powodu znowu to rozważali. 

Nie rozumieli też, czemu teraz nazywają się On i Tamten.

Zgodnie jednak stwierdzali, że nowe imiona naprawdę ładnie brzmią.

***

On przesunął pionek o dwa pola. Tak jak zwykle, grał białymi.

– Nigdy nie rozpoczynałeś tak zdecydowanie… – W głosie właściciela drugiego pola zabrzmiało zdziwienie. – Chwilę się zastanowię nad moim ruchem.

Może bardziej szło o to, że zajadał się dorodnym jabłkiem. Pewnie pragnął zgryźć owoc do końca. Z rozkoszą rozparł się w fotelu. 

On sądził, że stolik i wygodne siedziska z wikliny istniały od zawsze. Chowali je w szopie na nieodległym pastwisku. Dobrze służyły.

Z uśmiechem, w oczekiwaniu na kontrposunięcie, nalał wody z sokiem do szklanek. Też były od zawsze. Utarło się, że On przynosi napoje, a Tamten coś dla wypełnienia żołądka po dniu pracy. 

Czarny pionek na skrzydle szachownicy przesunął się o jedno pole.

On już miał na końcu języka pytanie o konie, jednak się powstrzymał. Od dawna zastanawiał się nad czymś, co męczyło jego umysł. Pewnie, skonstatował, Tamten pomoże w rozwiązaniu zagadki.

– Powiedz, przyjacielu, nie byliśmy kiedyś kimś innym? – Podał towarzyszowi naczynie pełne płynu. – Wiemy, że nazywaliśmy się inaczej… Niekiedy przypominam sobie, że świat też wyglądał inaczej. Cóż się z nim stało? Wiesz?

Tamten wzruszył ramionami.

– Pamiętam jak przez mgłę, że dawny świat sczezł. Ktoś obrócił go w perzynę. Zostaliśmy tylko my dwaj… Nie rozumiem, jak powstało to, co nas otacza. 

Ogryzek wylądował w drewnianym koszu.

– To już nieważne – dodał Tamten po chwili zastanowienia. – My chyba już nic wtedy nie znaczyliśmy. Koń sprawia mi kłopot – zauważył z troską. – Jest stary i pewnie niebawem zdechnie… Może stworzysz nowego?

On potrząsnął głową.

– Nie wiem, o czym mówisz – stwierdził ze zdziwieniem. – Jestem tylko oraczem… Może kiedyś rzeczywiście posiadałem taką umiejętność. Coś sobie niekiedy przypominam. To już przeszłość.

Rękawem sukmany przetarł skórkę jabłka. Też lubił owoce.

– Dobrze przechowały się przez zimę – nadmienił z uznaniem. – Pytasz o coś tak dawnego, pokrytego pyłem zapomnienia… – z namysłem wrócił do wcześniejszego wątku leniwej pogwarki. – Wiem tylko, że chyba od zawsze uprawiałem ziemię, a ty jesteś moim dobrym druhem. Oraczem, jak ja.

Ujął w dłoń gońca. Wyglądało, że pochłania go teraz jedna myśl – o ile pól przesunąć go do przodu. 

***

Bóg i Szatan, teraz On i Tamten, rozpoczęli nową partię szachów. Uśmiechali się radośnie.

Dalej toczyli nieśpieszną pogawędkę o nowym sposobie ciągnięcia radła. Kolejno służyliby za pociągowe zwierzę.

Tamten dociekał, czemu dawny świat obrócił się w proch. On nie podjął tego tematu.

Skwitował, że mają ważniejsze problemy do rozwiązania. I że ta partia szachów zapowiada się niezwykle ciekawie.   

13 lipca 2016 r.

Odpowiedzi

Domyśliłem się kim są bohaterowie, ale napisane bardzo sprawnie i przeczytałem z przyjemnością :)

...kamuflować tożsamości bohaterów. Po prostu oni stali się kimś innym - i chyba o tym jest ta opowieść. O powszedniości ich życia wtedy, gdy zaczęli nazywać się On i Tamten.